Muzyka

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 1

Wystraszyłam się nie na żarty. Chłopak podniósł się. Przyłożyłam ręce do ust.
-Bardzo pana przepraszam. Nie wiem jak to się stało.
-Piła pani coś i wsiadła pani za kierownicę?
-Ależ oczywiście że nie.-powiedziałam szybko.- Przepraszam jeszcze raz.
Brązowooki brunet przyjrzał mi się uważnie czy aby czasem nie kłamie. Chyba mi uwierzył.
-Załóżmy że pani wierzę. To jakim cudem mnie pani nie zauważyła?
-Przepraszam ale mam mętlik w głowie.
-Rozumiem.
-Mogę to jakoś panu wynagrodzić?
-Aż tak staro wyglądam?
-Nie.-powiedziałam rumieniąc się. -Po prostu nie wypada mówić na ty, gdy pana nie znam.
-Liam jestem.-przedstawił się. -Liam Payne.
Coś mi mówiło jego nazwisko.
-A to czasem nie jest pan piosenkarzem z One Direction?
-Tak to ja. -powiedział zakłopotany.
-Aha. To miło mi cię poznać. Ja jestem Victoria Miller.
-Mi ciebie również.
-Może cię zawiozę do lekarza co?
-Nie ma takiej potrzeby. Naprawdę.-powiedział.
-To może cię gdzieś podwiozę?
-Jak jesteś już taka chętna to czemu nie.-powiedział uśmiechając się.
-Tylko nie pomyśl sobie czegoś to tylko podwózka.
-Nie no spokojnie ja nie z tych co są szybcy do wszystkiego.
-To dobrze.-powiedziałam.-Wsiadaj.
Usiadłam za kierownicą i zapięłam pasy. Podał mi adres. I pojechaliśmy.
-Spotkamy się jeszcze kiedyś?-spytał.
-Może kiedyś. Ale wiedz że nie umawiam się na randki.
-Masz kogoś?
-Nie.
-Dobrze. To jako przyjaciele.
-Dobra. Jako przyjaciele bardziej mi odpowiada.
-To może wpadniesz do nas jutro? Jakiś film obejrzymy?
-Nas? Czyli kto jeszcze będzie?
-No chłopacy. Mieszkamy razem.
-Czy ja wiem.
-To może na kawę? Tylko jako przyjaciele.
-Dobra niech będzie kawa.
- To może jutro o 12?
- Spoko.
Podjechaliśmy już na miejsce.
-Jeszcze raz cię bardzo przepraszam za to. Jest mi naprawdę głupio.
-Naprawdę nic się nie stało. Nie przejmuj się już tak bardzo. Do wesela się zagoi.- powiedział żartobliwie.- To do jutra.
-No do jutra.
Zapisałam mu na kartce mój numer telefonu i adres.
-Cześć.-powiedział.
-Cześć.
Wysiadł z auta i zamknął drzwi za sobą. Odpaliłam silnik i ruszyłam do domu.




~Oczami Liama~



Wysiadłem z samochodu Victorii i ruszyłem w stronę drzwi wejściowych. Z wypadku wyszedłem bez szwanku. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Usłyszałem z salonu chłopaków.  Zdjąłem buty i powiesiłem kurtkę na wieszaku. Wszedłem do salonu i stanąłem w progu. Chłopacy oglądali jakiś mecz.
-Hej.
-O hej.-powiedział Zayn i spojrzał na mnie.- Co ci się stało?
Reszta się popatrzyła na mnie i rzucili się na mnie.
-Co się stało?!-Domagał się wyjaśnień spanikowany Niall.
-Nic takiego.-powiedziałem zmieszany.
-Cały jesteś potargany.
Dopiero teraz zobaczyłem swoje spodnie. Były poharatane w paru miejscach. Brudne jak nie wiem co.
-A bo zostałem potrącony.
-Co?-powiedział zszokowany Harry. - Nic ci nie jest?
-Nie.-powiedziałem.-Wszystko jest ok.
-Kto to był?
-Pewna dziewczyna.
-Kim ona jest?-spytał się Louis.
-Nazywa się Victoria.
-Przecież mogła cię zabić.-powiedział Zayn.
-Chłopaki wiem że się martwicie ale nic mi nie jest.-powiedziałem.-A po za tym jechała wolno.
-To całe szczęście.
-Idę się przebrać.
Poszedłem na górę i skierowałem się do łazienki. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Przyjrzałem się jeszcze raz swojemu odbiciu. Włosy miałem potargane i całe w błocie. Spodnie porozrywane w paru miejscach. Twarz miałem usmarowaną ziemią i w kilku miejscach ranki, którymi nie trzeba było się przejmować. Były tak płytkie że w mgnieniu oka się zagoją. Ściągnąłem z siebie potargane ubrania i wziąłem szybko kąpiel. Wysuszyłem się szybko. Ubrania zebrałem i wyrzuciłem do kosza na śmieci. Resztę dnia spędziłem w swoim pokoju przy komputerze.


~Oczami Victorii~


Dojechałam pod swój dom. Wysiadłam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i stanęłam w progu. W salonie czekał na mnie Mike.
-Czego chcesz?
-Proszę pogadajmy na spokojnie.
-Trochę za późno na taką rozmowę.
-Daj mi się wytłumaczyć. Proszę.-błagał.
-Nie Mike.-powiedziałam już wkurzona.-Z nami koniec. I nie zmienię zdania. Pakuj swoje walizki i wynoś się z mojego życia. Już nie ma w nim ciebie. Straciłam do ciebie zaufanie. Jesteś dla mnie nikim. Tyle ci dawałam z mojej strony a ty jak mnie potraktowałeś. Masz 30 minut by się spakować i wyjść. I ani minuty dłużej.
Chyba dotarło do niego to że nic nie wskóra. Poszedł na górę i zaczął się pakować. Przed wyjściem odwrócił się do mnie.
-Przepraszam.
-Twoje przeprosiny są nic nie warte.
- Wiedz że się nie poddam. Będę o ciebie walczył.
-Nie Mike-powiedziałam.-Zostaw mnie już w spokoju. Wyjdź!!
Popatrzył się na mnie zdziwiony i wyszedł. Nigdy na niego nie krzyczałam. Gdy zamknęły się za nim drzwi, rzuciłam się na górę i położyłam się cała w łzach na łóżku. Skuliłam się cała. Złapałam rękami kolana i kołysałam się to w przód to w tył. Nie docierało do mnie to że ktoś kto był mi bliski mógł mnie aż tak bardzo zranić. Tak bardzo mu ufałam. Łzy cały czas ciekły mi po policzkach. Nie mogłam ich uspokoić. W końcu udało mi się odpłynąć w ramiona morfeusza.






I jak rozdział? Może być? Piszcie jak wam się podoba to mnie zmotywuje do kolejnych rozdziałów :)

1 komentarz: