Muzyka

niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 15

~Oczami Victorii~


Czas w pracy minął mi bardzo szybko. Wyszłam z kawiarni i skierowałam się do samochodu "mojego osobistego" ochroniarza. Zawiózł mnie wprost do domu. Weszłam do środka. Chłopcy już wrócili do domu. Podeszłam do Liam'a i przywitałam się buziakiem w policzek.
-Jak tam po wywiadzie?
-Ach te hieny jedne. Wszystko chcieli wiedzieć.
-To aż tak źle?
-Nie no może być.
Poszłam do kuchni i wzięłam się za przygotowanie obiadu. Postanowiłam że zrobię spaghetti. Przyrządzenie tego dania dania zajęło mi nie całe pół godziny. Gdy już wszystko zrobiłam zwołałam chłopaków.
-Chłopaki obiad.
-Oki już idziemy.-usłyszałam w odpowiedzi.
Poustawiałam talerze na stole. Położyłam szklanki i nalałam soku do dzbanka. W tym czasie co wszystko przygotowywałam chłopcy zdążyli usiąść przy stole. Usiadłam obok Liam'a i wzięłam się za jedzenie swojej porcji. Jadłam powoli. Gdy już wszyscy skończyli jeść pozbierałam wszystkie naczynia i wzięłam się za sprzątanie kuchni. Chłopaki poszli do salonu. Umyłam dokładnie wszystkie naczynia. Pozmiatałam podłogi. Wyczerpana usiadłam w salonie na kanapie koło Liam'a.
-Chłopaki co robimy? Jest jeszcze wcześnie.
-Może pójdziemy do klubu?-zaproponował Harry.
-Czemu nie.-powiedziałam.-Jutro mam wolne więc możemy zabalować. Może od razu ściągnę moją przyjaciółkę.
-Dobry pomysł-powiedział Harry oblizując wargi.
-Tylko sobie za dużo nie wyobrażaj Harry. To jest moja przyjaciółka.
-Wiem.
-A my ściągniemy resztę dziewczyn.
Poszłam czym prędzej na górę do pokoju i dopadłam się do mojego telefonu. Wystukałam numer telefonu Sary i odczekałam chwilę.


~Oczami Sary.~


Siedzę już od godziny przed telewizorem i gapię się w pusty ekran. Jak on mógł. Kolejna randka zawalona. Nie miałam ochoty na nic. Miałam jedynie ochotę się nad sobą użalać. Na kanapie leżało już pełno brudnych chusteczek. Co rusz wyciągałam z opakowania nowe. Do oczu napływały mi łzy. Usłyszałam że dzwoni mi telefon. Podniosłam telefon z blatu stolika i sprawdziłam kto dzwoni. Okazało się że dzwoni Victoria. Odebrałam i przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo?-powiedziałam ochrypłym głosem z płaczu.
-Sara? Ty płaczesz?
-Nie.-skłamałam.
-Daj spokój. Przecież wiesz że mnie nie oszukasz. Słyszę po twoim głosie.
-No dobrze płaczę.
-Co się stało?
-Nie mam ochoty o tym gadać.
-Wiesz co zaraz będę u ciebie i masz mi wszystko opowiedzieć.
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć rozłączyła się. Nie minęło może 10 minut a usłyszałam  pukanie do drzwi. Wstałam z kanapy i poszłam otworzyć drzwi. Wpuściłam ją do środka. Przywitałam się z nią buziakiem w policzek i przeszliśmy do salonu.
-Więc opowiadaj co się stało?-powiedziała gdy tylko usiadłyśmy.
-Nie chcę o tym rozmawiać. Wszystko jest ok.
-Skarbie. Widzę przecież po twoich oczach. Całe zapuchnięte od płaczu.
Dobra jest. Chyba nie ma sensu nic ukrywać.
-No dobra. To wszystko przez chłopaka.
-Masz chłopaka?
-Miałam. Zerwał ze mną dzisiaj.
-Współczuję.
Przybliżyła się i przytuliła mnie. Nie zasłużyłam na taką przyjaciółkę.
-Co powiesz na imprezę?-zaproponowała.
-Nie wiem. Nie mam coś ochoty.
-No weź daj się namówić. Zapomnisz o tym dupku, a może poznasz kogoś innego.
-Liam ci pozwoli pójść na imprezę?
-Idzie z nami. A raczej idziemy całą paczką. Mam na myśli chłopaków i i ich dziewczyny. No i oczywiście będzie Niall.
-Czy ty próbujesz nas zeswatać?-powiedziałam podejrzliwie.
-No oczywiście że nie. Tylko proponuje byś poszła z nami. Rozerwiesz się trochę. Pobawisz przede wszystkim. To jak? Idziesz?
-Dobra, ale idę wyłącznie ze względu na ciebie. Trochę nie zręcznie się czuję przy tych twoich znajomych.
-To super że idziesz. To szykuj się, o 20 będziemy po ciebie. Ja jadę do siebie.
-Dobrze.
Gdy tylko wyszła z domu skierowałam się na górę do swojego pokoju. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej moją ulubioną sukienkę.
Poszłam do łazienki i ubrałam ją. Poprawiłam makijaż i uczesałam się w koka. Miałam jeszcze dużo czasu więc usiadłam w salonie i włączyłam sobie telewizor. Jednocześnie rozmyślałam o tym jak to będzie. Co się wydarzy.


~Oczami Niall'a~


Gdy tylko usłyszałem potwierdzenie że będzie na imprezie przyjaciółka Victorii moje serce zaczęło bić o wiele szybciej niż zawsze. Victoria mi powiedziała że dopiero co z nią chłopak zerwał. Więc muszę być ostrożny wobec niej. Odkąd ją zobaczyłem po raz pierwszy coś we mnie drgnęło, tylko sam nie wiem co. Wtedy sobie poprzysięgałem że będzie moja. Że postaram się o to by była naprawdę szczęśliwa. Chcę ją uszczęśliwiać dawać jej wszystko co będzie chciała. Od czasu ostatniego spotkania nie widziałem się z nią. Zszedłem na dół. Wszyscy byli już gotowi do wyjścia. Więc nie czekając wsiedliśmy do samochodu i podjechaliśmy pod dom Sary. Victoria wypchnęła mnie z samochodu.
-Idź po nią.-powiedziała uśmiechając się.
-Czemu ja? To twoja przyjaciółka.
-No idź. Nie pożałujesz.
-Co ty kombinujesz?
-Nic.
Przewróciłem oczami i poszedłem ścieżka prowadzącą do domu Sary. Co ta Victoria kombinuje. Westchnąłem i zapukałem do drzwi. Po chwili otworzyłam mi drzwi.
-Cześć.-powiedziałem i mnie zatkało.
Jej widok zaparł mi wdech w płucach. Pięknie wygląda w tej sukience. W ogóle to cała jest piękna. Stałem patrząc się na nią nie mogąc nic powiedzieć. Odebrało mi mowę.
-Yyy.-powiedziała.-Cześć. A gdzie jest Victoria?
-W samochodzie.
-Rozumiem.
Sara zamknęła drzwi i skierowaliśmy się do samochodu. Wsiedliśmy i pojechaliśmy.




I mamy o to kolejny rozdział. Przepraszam że tak długo nie było rozdziału. Miłego czytania :)



piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 14

~Oczami Liam'a~


Weszliśmy do gabinetu Paula i usiedliśmy w fotelach. Widzieliśmy po jego minie że nie jest szczególnie czymś zadowolony.
-Jest niedobrze.-powiedział.
-Ale o co chodzi dokładnie?-spytał Harry.
-Liam.-zaczął.-Wczoraj u was zjawia się Sophia a dzisiaj przyłapano was na całowaniu. Co z Victorią? O co tu chodzi?
-Po pierwsze-powiedziałem.-To Sophia mnie pocałowała a nie ja. A po drugie z Victorią wszystko sobie wyjaśniliśmy. Victoria wie jak to było.
-Media już do mnie wydzwaniają od samego rana. Chcą wiedzieć co się dzieje. Zmówiłem na jutro wywiad z nimi.
-No i pięknie. Jeszcze tego brakowało.
-Fani się zaczynają martwić.-kontynuował.-Chcę się wszystkiego dowiedzieć.
-Dobrze.
Opowiedziałem mu wszystko co wydarzyło się od wczoraj. O tym że Sophia przebiła opony w samochodzie Victorii.
-Paul chciałbym by Viki miała ochroniarza. Boję się o nią. Nie wiem do czego jeszcze Sophia może być zdolna.
-W porządku załatwię wszystko. Jutro przyśle ochroniarza.
-Dziękuję ci.
-A teraz jeszcze jedna rzecz. Za miesiąc zaczynacie trasę koncertową po USA.
-Jak długo będzie trwać?-spytałem.
-Około 3 miesiące.
-To będzie trzeba się przygotować.
-I jeszcze jedno. Za tydzień macie koncert tu w Londynie.
-Nie ma problemu.
-Narazie to wszystko na dzisiaj. Pamiętajcie jutro na 10.
-Dobrze.
Wyszliśmy z gabinetu. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.


~Oczami Victorii~


Chłopcy wrócili około 21. Leżałam już dawno na łóżku i przeglądałam neta. Po chwili do pokoju wszedł Liam i położył się koło mnie. Odłożyłam laptopa na miejsce.
-I jak tam?-Spytałam.
-Jutro przyślą do ciebie ochroniarza.
-Naprawdę nie musiałeś.
-Oj musiałem. Zwłaszcza że za miesiąc zaczynamy trasę koncertową.
-Och. Ile was nie będzie?
-Trzy miesiące. Tak około.
-Stęsknię się za tobą.-powiedziałam robiąc smutną minkę.
-Wiem ja za tobą też.
-I za tymi wariatami też.
-Oj te wariaty. Jakie by było życie bez nich.
-Żebyś wiedział.-zaśmiałam się.
Położyłam się na torsie Liam'a i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rano obudziłam się przed 6. Wstałam po cichu z łóżka, podeszłam do szafy i wyjęłam z niej ciuchy na dzisiaj. W planach miałam dzisiaj tylko pracę. Wchodząc do łazienki poślizgnęłam się i upadłam. Ktoś kto kto kąpał się ostatni musiał wylać wodę aż na podłogę i nie wytarł po sobie. Ubiję ich normalnie. Wstałam i podeszłam do umywalki. Zrobiłam makijaż i uczesałam się w koński ogon. Ubrałam się w przygotowane ciuchy. Zeszłam na dół do kuchni. W kuchni siedzieli już Louis, Zayn i Harry.
-Kto z was kąpał się ostatni?
-Chyb ja.-powiedział Zayn.-A co?
-Mam cię ubić?-powiedziałam śmiejąc się.
-Ale za co? Co ja zrobiłem?
-Wylałeś na podłogę wodę i rano się poślizgnęłam na niej.
Wszyscy wybuchneli śmiechem.
-Sorry zapomniałem wytrzeć po sobie.
-Eh.
Nasypałam do miski moich ulubionych płatków. Usiadłam przy stole i zaczęłam wcinać swoje śniadanie. Jadłam powoli przeżuwając każdy kęs. Gdy już skończyłam umyłam po sobie miskę.
-Jakie plany macie na dzisiaj?-spytałam się chłopaków.
-Tylko wywiad o 10.
-Jaki wywiad?
-A co Liam nie powiedział ci?
-Widocznie zapomniał. Powiedział mi tylko o tej trasie koncertowej.
-Aha.
Wyszłam z kuchni, ubrałam buty i wyszłam z domu. Chciałam już wsiąść do samochodu ale zatrzymał mnie facet ubrań na czarno.
-Pani wybaczy ale odwiozę panią. Przydzielono mnie do pani ochrony.
-Rozumiem.
Wsiadłam do samochodu tego ochroniarza i pojechaliśmy.


~Oczami Liam'a~
Na 10 dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do budynku. W sali byli już wszyscy zebrani. Usiedliśmy w fotelach i czekaliśmy na serię pytań. Trochę się tym wszystkim stresowałem. Nie wiedziałem jak to wszystko mam wyjaśnić. Zresztą Liam ogarnij się. Wszyscy usiedli na swoich miejscach. Kamery i obiektywy w naszą stronę. Poczułem się dosłownie tak jakbym pierwszy raz tak występował. Jakby to był mój pierwszy wywiad. Fotele nasze były poustawiane w pół księżyc. Na jednym z nich siedziała kobieta i to ona miała nam zadawać pytania, a raczej mi.
-No więc tak.-zaczęła.- Liam, doszły nas słuchy, że twoja była dziewczyna znów się koło ciebie kręci. Zastanawiamy się wszyscy czy do siebie wracacie? Co z Victorią? Czy jesteście dalej ze sobą?
Wziąłem głęboki wdech w płuca i odpowiedziałem.
-Nie wracam do Sophii. Nic mnie z nią już nie łączy. Nie rozstałem się z Victorią. Jesteśmy razem i nie zamierzamy się rozstać.
-Skoro nie wracasz do Sophii, to jakim cudem wytłumaczysz fakt że wczoraj pod jej domem się całowaliście. Co o tym sądzi Victoria jak się dowiedziała?
-To Sophia mnie pocałowała. Z Victorią sobie wszystko wyjaśniliśmy.
-A czemu cię pocałowała?
Westchnąłem. Miałem nadzieję że nie zada mi tego pytania.
-Bo ma nadzieje że do niej wrócę. Ale to jest wykluczone. Kocham Victorię. Jestem z nią szczęśliwy. A Sophia próbuje to zniszczyć. Nie może zrozumieć że już nas nic nie łączy. To ona mnie zraniła. To ona mnie zdradziła, a teraz próbuje zniszczyć mój związek!-powiedziałem.
Wybuchłem normalnie z tego wszystkiego. Troszkę za dużo tego powiedziałem niż powinienem. Od wczoraj jestem podminowany. Staram się tego wszystkiego nie okazywać, ale teraz już nie wytrzymałem i wybuchłem. Miałem ochotę się rozpłakać niczym małe dziecko, ale wiedziałem że nie mogę. Muszę być twardy. Nie mogę pokazać że jestem rozdarty.
-Rozumiemy cię dokładnie co przeżywasz. Wiedz że twoi fani są z tobą. A raczej z wami.-poprawiła się. - A co do waszej trasy koncertowej. Wypoczęliście dość długo od ostatniej trasy.
-Potrzebowaliśmy dużo odpoczynku.-powiedział Louis.
-Liam a co na to Victoria? Jak zareagowała na wieść że nie zobaczycie się przez 3 miesiące.
-Będziemy tęsknić za sobą. Ale to nic mamy przecież telefony i będziemy w kontakcie. Chcemy teraz jak najwięcej czasu ze sobą spędzić.
-Rozumiem. Na dzisiaj już myślę że wystarczy pytań. W takim razie dziękujemy.
Wstaliśmy czym prędzej z foteli i ruszyliśmy na zewnątrz. Chciałem jak najszybciej stąd wyjść.




Dedykuję ten rozdział Weronice Osa Stylinson. Dziękuję ci za to że dajesz mi siłę na to bym nie przestawała pisać. Sama już nie wierzę że to już 14 rozdział. :) w takim razie nie zanudzam i miłego czytania :)







sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 13

~Oczami Liam'a~

Wszedłem do domu zatrzaskując drzwi z hukiem. Nim zdążyłem zrobić dwa kroki od razu zlecieli się wszyscy. Brakowało tylko tu Viki. Pewnie była w pokoju.
-Liam co się stało? -spytał się Harry.
-Nic nie ważne.
-I tak się dowiemy prędzej czy później.
Westchnąłem. Mieli rację. Media będą teraz o tym trąbić.
-Pocałowała mnie przy paparazzi.
-Żartujesz chyba.
-Nie.
Opowiedziałem im wszystko od początku. Cały czas biły mi się myśli to co ona mi powiedziała. Nie mogłem zrozumieć co kierowało Sophią.
-Liam cokolwiek się będzie działo zawsze będziemy za wami.-powiedział Louis.-Od tego są przyjaciele.
-Dzięki wielkie.-powiedziałem.-Idę do siebie.
Wszedłem schodami na górę. Skierowałem swoje kroki do mojego pokoju. Wszedłem do środka. Victoria siedziała na łóżku z laptopem na kolanach. Widziałem po jej oczach że płakała. Podszedłem powoli do niej.






~Oczami Victorii~




Siedziałam na łóżku z laptopem i wpatrywałam się w zdjęcie, które ktoś umieścił na TT. Na zdjęciu znajdował się Liam z Sophią jak się całują. Zdjęcie było z dzisiejszą datą. Do oczu napłynęły mi łzy. Kilka łez spłynęło po moim policzku. Liam nie zrobiłby mi takiego czegoś. Byłam tak zszokowana widokiem tego zdjęcia, że nie zauważyłam że Liam wrócił. Ocknęłam się dopiero wtedy kiedy dotknął mojego ramienia.
-Płaczesz.-powiedział. Nie zabrzmiało to jak pytanie, tylko stwierdzenie.
-Wcale nie.-powiedziałam wycierając policzki od łez.
-Przecież widzę. Mogę wiedzieć jaki jest tego powód?
Obróciłam tylko laptopa w jego stronę nie odzywając się. Spojrzał się na zdjęcie.
-Skarbie to jest nieporozumienie. To ona mnie pocałowała. Ja od razu się wyrwałem. Nie masz powodu do zmartwień. Nigdy cię nie skrzywdzę.
-Czemu ona nam to robi?
-Nie wiem. Próbuje chyba mnie skompromitować.
-I co mówiła?
Opowiedział mi wszystko ze szczegółami. Byłam lekko zszokowana jego opowieścią.
-Ona nie da nam spokoju prawda?
-Nie wiem. Ale do czasu póki co załatwię ci ochronę tak na wszelki wypadek.
-Liam naprawdę nie musisz tego robić.
-Nie chcę by ci krzywdę zrobiła. Kocham cię. Ty jesteś dla mnie najważniejsza na świecie.
W oczach stanęły mi łzy.
-A czemu tym razem płaczesz?-spytał się.
-Wzruszyły mnie twoje słowa. Wciąż jeszcze nie mogę uwierzyć że kocha mnie taki wspaniały człowiek jak ty.
-Miło mi to słyszeć.
Pocałował mnie delikatnie a zarazem namiętnie.
-To idziemy na ten basen?
-A po co? Przecież tu jest basen.
-No tak.
-To ja idę założyć strój.
Wstałam z łóżka odkładając laptopa na miejsce i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej mój jedyny strój. Poszłam szybko do łazienki i przebrałam się. Związałam włosy w koka. Zmyłam makijaż. Zeszłam w szlafroku na dół. Liam już czekał na mnie przy basenie.
-To jak gotowa?-spytał gdy ściągałam szlafrok.
-Czy ja wiem.-powiedziałam drocząc się.-czy to dobry pomysł.
-Nie ma już odwrotu.-powiedział łapiąc mnie za ręce i przyciągając do siebie.
Nim się obejrzałam wylądowaliśmy już w wodzie. Pierwszy kontakt z wodą poraził mnie zimnem. Po pewnym czasie się przyzwyczaiłam.
-Ubije cię.-powiedziałam wynurzając się z wody.
-Za co? -powiedział śmiejąc się.
-Oj ty wiesz już za co.
Ochlapałam go wodą. Pożałowałam że to zrobiłam. Liam złapał mnie w pasie i zanurzył mnie w wodzie. Puścił mnie i wypłynęłam na powierzchnię.
-Nie wybaczę ci tego.-powiedziałam śmiejąc się.
-Oj skarbie. Proszę.-powiedział robiąc słodkie oczka.
-No nie wiem.
-Proszę.
-Pod jednym warunkiem. Robisz dzisiaj kolację.
-Dobrze.
Podpłynął blisko mnie i mnie pocałował. Odsunęłam się troszkę i złapałam go za ramiona i wepchnęłam go pod wodę. Śmiejąc się podpłynęłam szybko do brzegu. Nie zdążyłam nawet doznać ręką drabinki a poczułam silne ramiona wokół swojej talii. Przyparł mnie do ścianki basenu i pocałował delikatnie moją szyję.
-Misiek.-powiedziałam.
-Słucham cię skarbie.-powiedział między pocałunkami.
-Chłopcy mogą wyjrzeć przez okno.
-To sobie popatrzą.-powiedział uśmiechając się.
-Oj skarbie.
Odsunęłam się troszkę i wyszłam z wody. Podeszłam do leżaka i wzięłam ręcznik. Wytarłam się do sucha i włożyłam szlafrok. Weszłam do domu, poszłam do łazienki się przebrać. Gdy się już przebrałam zeszłam na dół. Zastałam Liam'a w kuchni. Zjadłam kanapki które przygotował. Po zjedzeniu kanapek przeszliśmy do salonu gdzie siedzieli reszta chłopaków. Po chwili zadzwonił telefon Louis'a. Odebrał go. Rozmawiał z kimś i się rozłączył.
-Chłopaki Paul nas woła do siebie.
-Eh.-powiedział Liam.-Powiedział co chce?
-Powiedział że dowiemy się na miejscu.
-To musimy jechać.
Chłopcy wstali i ubrali buty.
-Niedługo będziemy z powrotem skarbie.-powiedział Liam.
Pocałowałam go i wyszli.




Przepraszam że tak długo nie było rozdziału. Nie mam czasem kiedy pisać rozdziału postaram się to zmienić. Piszę je tylko dlatego że mam wierne dwie czytelniczki, którym bardzo dziękuję. :)

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 12:

Rano obudziłam się po 6. Wciąż byłam wtulona do Liam'a. Leżało mi się przyjemnie. Ale no cóż jak trzeba wstać to trzeba. Chciałam wstać lecz Liam miał inne plany. Przewrócił się na w moją stronę i przygniótł mnie ręką. Próbowałam się wyrwać lecz bez skutku. Westchnęłam. Poczułam że Liam się zaśmiał.
-Ej.-powiedziałam.
-Słucham cię skarbie.-powiedział opierając głowę na ręce.
-Muszę się szykować do pracy.
-A nie możesz zostać? Zadzwonisz że się rozchorowałaś.
-Kuszące ale nie mogę. Pracuję tam tylko 2 miesiące. Nie chcę pracy stracić.
-Wiem. Popołudniu możemy pojechać na basen.
-Tylko najpierw pojadę do mieszkania swojego.
-Zapomniałaś czegoś wziąć?
-Nie. Sprzedaję mieszkanie i znalazłam kupca. Jestem z nim dzisiaj umówiona, żeby pokazać wszystko.
-Rozumiem. Tylko wróć szybko.
-Obiecuję jak najszybciej.
Pocałowałam go a on wykorzystał to i przybliżył mnie jeszcze bliżej. Przesunął się tak że leżałam pod nim. Zjechał pocałunkami na moją szyję.
-Liam skarbie. Wiem że jesteś napalony itd ale naprawdę muszę do pracy.
-Wiem. Ale jest dopiero 6.20. Zdążysz.-powiedział między pocałunkami.
-Wiem skarbie. Ale muszę wstać bo potem mi się nie będzie chciało.
-To raczej dobrze-powiedział uśmiechając się łobuzersko.
-Czasami jesteś niemożliwy.
-Wiem.
Wyplątałam się jakoś z jego uścisku i zeszłam z łóżka. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej ciuchy na dzisiaj. Weszłam do łazienki. Przemyłam się szybko i ubrałam na siebie przyszykowane ubranie. Zrobiłam lekki makijaż i związałam włosy w koński ogon. Zeszłam na dół do kuchni. W kuchni siedział już Louis i Harry.
-Hej.-powiedziałam.
-Hej. Ktoś tu jest chyba rannym ptaszkiem. Tak wczesna godzina i nie może spać?
-Praca.-uściśliłam w jednym słowie.
-Aha.
Zrobiłam sobie kawę i dwie kanapki. Dosiadłam się do chłopaków. Popijałam swoją kawę powoli. Zjadłam swoje kanapki i poszłam usiąść jeszcze przed telewizorem. Włączyłam go i przeskakiwałam z kanału na kanał szukając czegoś ciekawego. Nie leciało nic ciekawego więc wyłączyłam go. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła już 7.40. Wstałam z kanapy i poszłam na przedpokój ubrać buty i kurtkę. Dałam Liam'owi buziaka w policzek i wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam do pracy. Po 10 minutach byłam na miejscu. Zaparkowałam w swoim stałym miejscu i wysiadłam. Weszłam do budynku i skierowałam się do szatni. Przebrałam się i weszłam na salę. Miałam dzisiaj dużo więcej roboty niż zawsze. Ludzi dzisiaj mieliśmy od groma. Co jakiś czułam na sobie czyiś wzrok. Sprzątałam akurat swój stolik po ostatnim kliencie, gdy podeszła do mnie blond farbowana dziewczyna.
-Ty jesteś Victoria Miller, prawda?
-Zależy kto pyta.
-Jestem Sophia Smith. Dziewczyna Liam'a.
-A więc ty jesteś tą kretynką która myśli że może wszystko.
-Nie mów do mnie kretynka.-powiedziała uśmiechając się do mnie krzywo.
-Sorry ale musisz zrozumieć że Liam jest już zajęty. On ma już dziewczynę czyli mnie.
-To jeszcze nic straconego. Prędzej czy później i tak będziemy dalej parą.
-Jeśli myślisz że zdołasz nas rozdzielić to się grubo mylisz. Zrozum że Liam nie będzie z tobą.
-Mylisz się. Liam dalej mnie kocha. Ty jesteś jedynie zauroczeniem.
-Czy ty siebie słyszysz co ty mówisz? Ty masz coś jednak z głową. A teraz wybacz ale mam pracę więc żegnam.
-I tak się mnie tak łatwo nie pozbędziesz.-powiedziała.
-Zobaczymy.
Wyszłam na zaplecze. Oparłam się plecami o ścianę. Co ona sobie myśli? Liam miał co do niej rację. Ona nie zna skrupułów. Nie mogłam pozwolić sobie na to by ona wyprowadziła mnie z równowagi. Wyszłam z powrotem na sale, ale już jej nie było. Wzięłam się dalej za swoją robotę. Reszta czasu mineła mi bez niespodzianek. Wyszłam z pracy i skierowałam się do samochodu. Wsiadając do samochodu zauważyłam że mam przebitą oponę. No i pięknie. Co ja mam teraz zrobić? Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Liam'a. Odebrał po 3 sygnałach.
-Halo.-powiedział.
-Liam możesz przyjechać po mnie do pracy?
-A coś się stało?
-Ktoś mi opony przebił.
-Żartujesz? Już jadę do ciebie?
-Dobrze będę czekać.
Obeszłam dookoła cały samochód by sprawdzić czy nie ma jeszcze innych zniszczeń. Zauważyłam że mam dwie opony przebite, rysy na lakierze. Po 10 minutach przyjechał mój ukochany. Wysiadł z samochodu i podszedł do mnie. Obejrzał dokładnie samochód.
-To wygląda jakby ktoś jakimś narzędziem przebił. Domyślasz się może kto to zrobił?
-Jak to kto?
-Sophia?
-Była tu dzisiaj.
-Co chciała.
Opowiedziałam mu wszystko to co mi powiedziała. Przytulił mnie gdy tylko skończyłam mówić.
-Pogadam z nią żeby zostawiła nas w spokoju.
-A co z samochodem?
-Zadzwonię po pomoc drogową. Zabiorą samochód do naprawy.
-Chyba nie ma wyboru.
-A na którą jesteś umówiona?
-Za pół godziny mam być.
-Zdążysz.
Liam wyjął telefon i wykręcił numer do pomocy drogowej. Po 10 minutach czekania przyjechali. Zabrali moje auto a Liam zawiózł mnie do mojego starego mieszkania.
-Będę tu czekał na ciebie.
-Dobrze.
Facet z którym się wczoraj umówiłam stał już przed domem. Wysiadłam czym prędzej i udałam się w jego stronę.
-Dzień dobry.-powiedziałam.-To ja byłam z panem umówiona.
-Witam. -Powiedział ściskając mi rękę na powitanie.
-To zapraszam pana do środka pokaże co i jak i omówimy wszystko.
Weszliśmy do domu.
-Tu po lewej ma pan kuchnię.-Wskazałam na drzwi po lewej mojej stronie. -Jest całkowicie umeblowana.
-Rozumiem.
Przeszliśmy do kolejnego pomieszczenia.
-Tu jest salon z wejściem na taras.
-Dobrze. Ładne to mieszkanie.
Pokazałam wszystkie pomieszczenia po kolei. Gdy wszystko już zwiedziliśmy przeszliśmy do salonu.
-A mogę spytać czemu pani sprzedaje to mieszkanie? Coś z nim jest nie tak?
-Nie wszystko jest z nim w porządku. Po prostu zamieszkałam z chłopakiem i nie mam potrzeby już tu przebywania.
-Rozumiem. Bo nie chciałbym mieć później jakichkolwiek problemów. Pani rozumie o co mi chodzi. Mam dwójkę dzieci i zależy mi na tym by wszystko było w porządku.
-Ależ oczywiście rozumiem. Nie musi pan mieć żadnych obaw. Mieszkanie było niedawno remontowane. Ale jeśli panu nie pasuje taki czy inny kolor ścian to może pan kolor zmienić.
-Rozumiem. To ja może się zdecyduję na to mieszkanie.
-Dziękuję.
Podałam facetowi numer konta na który ma wpłacić daną kwotę za mieszkanie. W drodze powrotnej do domu milczałam. Dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy i ruszyliśmy do domu. Weszliśmy do domu i zaraz się na nas rzucili.
-I jak tam samochód?-Spytał się Niall.
-Koła do wymiany i lakier to samo.
-Kto tak załatwił ci auto.
-Podejrzewamy że to Sophia. Była dzisiaj u niej w pracy.
-Żartujecie?
-Nie.
-I co teraz?
-Pojadę zaraz z nią pogadać by dała nam już spokój.
Liam wziął kluczyki do auta i wyszedł. Poszłam na górę do pokoju i rzuciłam się na łóżko.


~Oczami Liam'a~


Po 15 minutach jazdy dojechałem na miejsce. Wysiadłem z auta zatrzaskując drzwiczki troszkę mocniej niż by wypadało. Podszedłem do drzwi i zapukałem do nich. Po chwili otworzyła mi Sophia.
-Liam. Cóż za miła niespodzianka.
-Musimy pogadać.
-Wejdź. Nie będziemy przecież rozmawiać w drzwiach.
Wszedłem do środka.
-Napijesz się herbaty?-zapytała.
-Nie, dzięki.
-Liam kochanie. Nie bądź taki skromny.-Powiedziała przybliżając się do mnie.
Chciała już mnie pocałować ale odepchnąłem ją od siebie.
-Opanuj się dobrze? Nie jesteśmy już razem.
-Wiem ale nie jest to nic straconego. Możemy przecież jeszcze do siebie wrócić.
-Sądzę że nie. My nie mamy do czego wracać. I proszę byś nie nachodziła Victorii.
-Co już się na mnie poskarżyła?
-Zniszczyłaś jej samochód?
-A nawet jeśli to co? Nie udowodnicie mi tego.
-My może nie, ale policja owszem. Uwierz mi szybko dojdą do tego kto to zrobił.
-Jakiś ty waleczny się zrobił? Ale wierz mi, groźby na mnie nie działają.
-Ja ci nie grożę, ja cię ostrzegam, że jeśli nie zostawisz nas w spokoju to wystąpimy o zakaz zbliżania się.
-Liam skarbie. I tak mnie się nie pozbędziesz.
-Nie mów do mnie skarbie. Kocham Victorię.
-Mnie też kochasz.
-Kochałem. I teraz tego żałuję.
-Nie mów tak.
-Zrozum wreszcie że miedzy nami koniec. I nic już między nami nie będzie.
-Nie potrafię.
-To może powinnaś pójść do specjalisty.
-Nie dzięki. Nie zrezygnuję tak łatwo.
-Musisz iść w uparte?
-Muszę. Bo cię kocham i będę o ciebie walczyła.
-Było o tym wcześniej myśleć zanim zaczęłaś mnie zdradzać.
-Ile mam cię za to przepraszać?
-Ty masz mnie nie przepraszać tylko dać już nam spokój.
-Liam proszę.
-Nie.-powiedziałem otwierając drzwi od jej domu.
Przed domem stało z 10 paparazzi. Chciałem już zamknąć za sobą drzwi. Sophia złapała mnie za rękę i przytrzymała mnie. Nim zdążyłem się odsunąć przybliżyła się i mnie pocałowała. Czym prędzej się odsunąłem.
-Nie rób tego więcej.-powiedziałem wściekły.
Jak może tak się zachowywać. Wsiadłem do auta i ruszyłem do domu. Jestem strasznie wściekły na nią. Całuje mnie publicznie i to jeszcze przed paparazzi. Co pomyśli sobie o tym Viki?




Proszę kolejny rozdział :) mam nadzieję że wam się spodoba :)