Rano obudziłam się po 6. Wciąż byłam wtulona do Liam'a. Leżało mi się przyjemnie. Ale no cóż jak trzeba wstać to trzeba. Chciałam wstać lecz Liam miał inne plany. Przewrócił się na w moją stronę i przygniótł mnie ręką. Próbowałam się wyrwać lecz bez skutku. Westchnęłam. Poczułam że Liam się zaśmiał.
-Ej.-powiedziałam.
-Słucham cię skarbie.-powiedział opierając głowę na ręce.
-Muszę się szykować do pracy.
-A nie możesz zostać? Zadzwonisz że się rozchorowałaś.
-Kuszące ale nie mogę. Pracuję tam tylko 2 miesiące. Nie chcę pracy stracić.
-Wiem. Popołudniu możemy pojechać na basen.
-Tylko najpierw pojadę do mieszkania swojego.
-Zapomniałaś czegoś wziąć?
-Nie. Sprzedaję mieszkanie i znalazłam kupca. Jestem z nim dzisiaj umówiona, żeby pokazać wszystko.
-Rozumiem. Tylko wróć szybko.
-Obiecuję jak najszybciej.
Pocałowałam go a on wykorzystał to i przybliżył mnie jeszcze bliżej. Przesunął się tak że leżałam pod nim. Zjechał pocałunkami na moją szyję.
-Liam skarbie. Wiem że jesteś napalony itd ale naprawdę muszę do pracy.
-Wiem. Ale jest dopiero 6.20. Zdążysz.-powiedział między pocałunkami.
-Wiem skarbie. Ale muszę wstać bo potem mi się nie będzie chciało.
-To raczej dobrze-powiedział uśmiechając się łobuzersko.
-Czasami jesteś niemożliwy.
-Wiem.
Wyplątałam się jakoś z jego uścisku i zeszłam z łóżka. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej ciuchy na dzisiaj. Weszłam do łazienki. Przemyłam się szybko i ubrałam na siebie przyszykowane ubranie. Zrobiłam lekki makijaż i związałam włosy w koński ogon. Zeszłam na dół do kuchni. W kuchni siedział już Louis i Harry.
-Hej.-powiedziałam.
-Hej. Ktoś tu jest chyba rannym ptaszkiem. Tak wczesna godzina i nie może spać?
-Praca.-uściśliłam w jednym słowie.
-Aha.
Zrobiłam sobie kawę i dwie kanapki. Dosiadłam się do chłopaków. Popijałam swoją kawę powoli. Zjadłam swoje kanapki i poszłam usiąść jeszcze przed telewizorem. Włączyłam go i przeskakiwałam z kanału na kanał szukając czegoś ciekawego. Nie leciało nic ciekawego więc wyłączyłam go. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła już 7.40. Wstałam z kanapy i poszłam na przedpokój ubrać buty i kurtkę. Dałam Liam'owi buziaka w policzek i wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam do pracy. Po 10 minutach byłam na miejscu. Zaparkowałam w swoim stałym miejscu i wysiadłam. Weszłam do budynku i skierowałam się do szatni. Przebrałam się i weszłam na salę. Miałam dzisiaj dużo więcej roboty niż zawsze. Ludzi dzisiaj mieliśmy od groma. Co jakiś czułam na sobie czyiś wzrok. Sprzątałam akurat swój stolik po ostatnim kliencie, gdy podeszła do mnie blond farbowana dziewczyna.
-Ty jesteś Victoria Miller, prawda?
-Zależy kto pyta.
-Jestem Sophia Smith. Dziewczyna Liam'a.
-A więc ty jesteś tą kretynką która myśli że może wszystko.
-Nie mów do mnie kretynka.-powiedziała uśmiechając się do mnie krzywo.
-Sorry ale musisz zrozumieć że Liam jest już zajęty. On ma już dziewczynę czyli mnie.
-To jeszcze nic straconego. Prędzej czy później i tak będziemy dalej parą.
-Jeśli myślisz że zdołasz nas rozdzielić to się grubo mylisz. Zrozum że Liam nie będzie z tobą.
-Mylisz się. Liam dalej mnie kocha. Ty jesteś jedynie zauroczeniem.
-Czy ty siebie słyszysz co ty mówisz? Ty masz coś jednak z głową. A teraz wybacz ale mam pracę więc żegnam.
-I tak się mnie tak łatwo nie pozbędziesz.-powiedziała.
-Zobaczymy.
Wyszłam na zaplecze. Oparłam się plecami o ścianę. Co ona sobie myśli? Liam miał co do niej rację. Ona nie zna skrupułów. Nie mogłam pozwolić sobie na to by ona wyprowadziła mnie z równowagi. Wyszłam z powrotem na sale, ale już jej nie było. Wzięłam się dalej za swoją robotę. Reszta czasu mineła mi bez niespodzianek. Wyszłam z pracy i skierowałam się do samochodu. Wsiadając do samochodu zauważyłam że mam przebitą oponę. No i pięknie. Co ja mam teraz zrobić? Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Liam'a. Odebrał po 3 sygnałach.
-Halo.-powiedział.
-Liam możesz przyjechać po mnie do pracy?
-A coś się stało?
-Ktoś mi opony przebił.
-Żartujesz? Już jadę do ciebie?
-Dobrze będę czekać.
Obeszłam dookoła cały samochód by sprawdzić czy nie ma jeszcze innych zniszczeń. Zauważyłam że mam dwie opony przebite, rysy na lakierze. Po 10 minutach przyjechał mój ukochany. Wysiadł z samochodu i podszedł do mnie. Obejrzał dokładnie samochód.
-To wygląda jakby ktoś jakimś narzędziem przebił. Domyślasz się może kto to zrobił?
-Jak to kto?
-Sophia?
-Była tu dzisiaj.
-Co chciała.
Opowiedziałam mu wszystko to co mi powiedziała. Przytulił mnie gdy tylko skończyłam mówić.
-Pogadam z nią żeby zostawiła nas w spokoju.
-A co z samochodem?
-Zadzwonię po pomoc drogową. Zabiorą samochód do naprawy.
-Chyba nie ma wyboru.
-A na którą jesteś umówiona?
-Za pół godziny mam być.
-Zdążysz.
Liam wyjął telefon i wykręcił numer do pomocy drogowej. Po 10 minutach czekania przyjechali. Zabrali moje auto a Liam zawiózł mnie do mojego starego mieszkania.
-Będę tu czekał na ciebie.
-Dobrze.
Facet z którym się wczoraj umówiłam stał już przed domem. Wysiadłam czym prędzej i udałam się w jego stronę.
-Dzień dobry.-powiedziałam.-To ja byłam z panem umówiona.
-Witam. -Powiedział ściskając mi rękę na powitanie.
-To zapraszam pana do środka pokaże co i jak i omówimy wszystko.
Weszliśmy do domu.
-Tu po lewej ma pan kuchnię.-Wskazałam na drzwi po lewej mojej stronie. -Jest całkowicie umeblowana.
-Rozumiem.
Przeszliśmy do kolejnego pomieszczenia.
-Tu jest salon z wejściem na taras.
-Dobrze. Ładne to mieszkanie.
Pokazałam wszystkie pomieszczenia po kolei. Gdy wszystko już zwiedziliśmy przeszliśmy do salonu.
-A mogę spytać czemu pani sprzedaje to mieszkanie? Coś z nim jest nie tak?
-Nie wszystko jest z nim w porządku. Po prostu zamieszkałam z chłopakiem i nie mam potrzeby już tu przebywania.
-Rozumiem. Bo nie chciałbym mieć później jakichkolwiek problemów. Pani rozumie o co mi chodzi. Mam dwójkę dzieci i zależy mi na tym by wszystko było w porządku.
-Ależ oczywiście rozumiem. Nie musi pan mieć żadnych obaw. Mieszkanie było niedawno remontowane. Ale jeśli panu nie pasuje taki czy inny kolor ścian to może pan kolor zmienić.
-Rozumiem. To ja może się zdecyduję na to mieszkanie.
-Dziękuję.
Podałam facetowi numer konta na który ma wpłacić daną kwotę za mieszkanie. W drodze powrotnej do domu milczałam. Dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy i ruszyliśmy do domu. Weszliśmy do domu i zaraz się na nas rzucili.
-I jak tam samochód?-Spytał się Niall.
-Koła do wymiany i lakier to samo.
-Kto tak załatwił ci auto.
-Podejrzewamy że to Sophia. Była dzisiaj u niej w pracy.
-Żartujecie?
-Nie.
-I co teraz?
-Pojadę zaraz z nią pogadać by dała nam już spokój.
Liam wziął kluczyki do auta i wyszedł. Poszłam na górę do pokoju i rzuciłam się na łóżko.
~Oczami Liam'a~
Po 15 minutach jazdy dojechałem na miejsce. Wysiadłem z auta zatrzaskując drzwiczki troszkę mocniej niż by wypadało. Podszedłem do drzwi i zapukałem do nich. Po chwili otworzyła mi Sophia.
-Liam. Cóż za miła niespodzianka.
-Musimy pogadać.
-Wejdź. Nie będziemy przecież rozmawiać w drzwiach.
Wszedłem do środka.
-Napijesz się herbaty?-zapytała.
-Nie, dzięki.
-Liam kochanie. Nie bądź taki skromny.-Powiedziała przybliżając się do mnie.
Chciała już mnie pocałować ale odepchnąłem ją od siebie.
-Opanuj się dobrze? Nie jesteśmy już razem.
-Wiem ale nie jest to nic straconego. Możemy przecież jeszcze do siebie wrócić.
-Sądzę że nie. My nie mamy do czego wracać. I proszę byś nie nachodziła Victorii.
-Co już się na mnie poskarżyła?
-Zniszczyłaś jej samochód?
-A nawet jeśli to co? Nie udowodnicie mi tego.
-My może nie, ale policja owszem. Uwierz mi szybko dojdą do tego kto to zrobił.
-Jakiś ty waleczny się zrobił? Ale wierz mi, groźby na mnie nie działają.
-Ja ci nie grożę, ja cię ostrzegam, że jeśli nie zostawisz nas w spokoju to wystąpimy o zakaz zbliżania się.
-Liam skarbie. I tak mnie się nie pozbędziesz.
-Nie mów do mnie skarbie. Kocham Victorię.
-Mnie też kochasz.
-Kochałem. I teraz tego żałuję.
-Nie mów tak.
-Zrozum wreszcie że miedzy nami koniec. I nic już między nami nie będzie.
-Nie potrafię.
-To może powinnaś pójść do specjalisty.
-Nie dzięki. Nie zrezygnuję tak łatwo.
-Musisz iść w uparte?
-Muszę. Bo cię kocham i będę o ciebie walczyła.
-Było o tym wcześniej myśleć zanim zaczęłaś mnie zdradzać.
-Ile mam cię za to przepraszać?
-Ty masz mnie nie przepraszać tylko dać już nam spokój.
-Liam proszę.
-Nie.-powiedziałem otwierając drzwi od jej domu.
Przed domem stało z 10 paparazzi. Chciałem już zamknąć za sobą drzwi. Sophia złapała mnie za rękę i przytrzymała mnie. Nim zdążyłem się odsunąć przybliżyła się i mnie pocałowała. Czym prędzej się odsunąłem.
-Nie rób tego więcej.-powiedziałem wściekły.
Jak może tak się zachowywać. Wsiadłem do auta i ruszyłem do domu. Jestem strasznie wściekły na nią. Całuje mnie publicznie i to jeszcze przed paparazzi. Co pomyśli sobie o tym Viki?
Proszę kolejny rozdział :) mam nadzieję że wam się spodoba :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz