Muzyka

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 14

~Oczami Liam'a~


Weszliśmy do gabinetu Paula i usiedliśmy w fotelach. Widzieliśmy po jego minie że nie jest szczególnie czymś zadowolony.
-Jest niedobrze.-powiedział.
-Ale o co chodzi dokładnie?-spytał Harry.
-Liam.-zaczął.-Wczoraj u was zjawia się Sophia a dzisiaj przyłapano was na całowaniu. Co z Victorią? O co tu chodzi?
-Po pierwsze-powiedziałem.-To Sophia mnie pocałowała a nie ja. A po drugie z Victorią wszystko sobie wyjaśniliśmy. Victoria wie jak to było.
-Media już do mnie wydzwaniają od samego rana. Chcą wiedzieć co się dzieje. Zmówiłem na jutro wywiad z nimi.
-No i pięknie. Jeszcze tego brakowało.
-Fani się zaczynają martwić.-kontynuował.-Chcę się wszystkiego dowiedzieć.
-Dobrze.
Opowiedziałem mu wszystko co wydarzyło się od wczoraj. O tym że Sophia przebiła opony w samochodzie Victorii.
-Paul chciałbym by Viki miała ochroniarza. Boję się o nią. Nie wiem do czego jeszcze Sophia może być zdolna.
-W porządku załatwię wszystko. Jutro przyśle ochroniarza.
-Dziękuję ci.
-A teraz jeszcze jedna rzecz. Za miesiąc zaczynacie trasę koncertową po USA.
-Jak długo będzie trwać?-spytałem.
-Około 3 miesiące.
-To będzie trzeba się przygotować.
-I jeszcze jedno. Za tydzień macie koncert tu w Londynie.
-Nie ma problemu.
-Narazie to wszystko na dzisiaj. Pamiętajcie jutro na 10.
-Dobrze.
Wyszliśmy z gabinetu. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.


~Oczami Victorii~


Chłopcy wrócili około 21. Leżałam już dawno na łóżku i przeglądałam neta. Po chwili do pokoju wszedł Liam i położył się koło mnie. Odłożyłam laptopa na miejsce.
-I jak tam?-Spytałam.
-Jutro przyślą do ciebie ochroniarza.
-Naprawdę nie musiałeś.
-Oj musiałem. Zwłaszcza że za miesiąc zaczynamy trasę koncertową.
-Och. Ile was nie będzie?
-Trzy miesiące. Tak około.
-Stęsknię się za tobą.-powiedziałam robiąc smutną minkę.
-Wiem ja za tobą też.
-I za tymi wariatami też.
-Oj te wariaty. Jakie by było życie bez nich.
-Żebyś wiedział.-zaśmiałam się.
Położyłam się na torsie Liam'a i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rano obudziłam się przed 6. Wstałam po cichu z łóżka, podeszłam do szafy i wyjęłam z niej ciuchy na dzisiaj. W planach miałam dzisiaj tylko pracę. Wchodząc do łazienki poślizgnęłam się i upadłam. Ktoś kto kto kąpał się ostatni musiał wylać wodę aż na podłogę i nie wytarł po sobie. Ubiję ich normalnie. Wstałam i podeszłam do umywalki. Zrobiłam makijaż i uczesałam się w koński ogon. Ubrałam się w przygotowane ciuchy. Zeszłam na dół do kuchni. W kuchni siedzieli już Louis, Zayn i Harry.
-Kto z was kąpał się ostatni?
-Chyb ja.-powiedział Zayn.-A co?
-Mam cię ubić?-powiedziałam śmiejąc się.
-Ale za co? Co ja zrobiłem?
-Wylałeś na podłogę wodę i rano się poślizgnęłam na niej.
Wszyscy wybuchneli śmiechem.
-Sorry zapomniałem wytrzeć po sobie.
-Eh.
Nasypałam do miski moich ulubionych płatków. Usiadłam przy stole i zaczęłam wcinać swoje śniadanie. Jadłam powoli przeżuwając każdy kęs. Gdy już skończyłam umyłam po sobie miskę.
-Jakie plany macie na dzisiaj?-spytałam się chłopaków.
-Tylko wywiad o 10.
-Jaki wywiad?
-A co Liam nie powiedział ci?
-Widocznie zapomniał. Powiedział mi tylko o tej trasie koncertowej.
-Aha.
Wyszłam z kuchni, ubrałam buty i wyszłam z domu. Chciałam już wsiąść do samochodu ale zatrzymał mnie facet ubrań na czarno.
-Pani wybaczy ale odwiozę panią. Przydzielono mnie do pani ochrony.
-Rozumiem.
Wsiadłam do samochodu tego ochroniarza i pojechaliśmy.


~Oczami Liam'a~
Na 10 dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do budynku. W sali byli już wszyscy zebrani. Usiedliśmy w fotelach i czekaliśmy na serię pytań. Trochę się tym wszystkim stresowałem. Nie wiedziałem jak to wszystko mam wyjaśnić. Zresztą Liam ogarnij się. Wszyscy usiedli na swoich miejscach. Kamery i obiektywy w naszą stronę. Poczułem się dosłownie tak jakbym pierwszy raz tak występował. Jakby to był mój pierwszy wywiad. Fotele nasze były poustawiane w pół księżyc. Na jednym z nich siedziała kobieta i to ona miała nam zadawać pytania, a raczej mi.
-No więc tak.-zaczęła.- Liam, doszły nas słuchy, że twoja była dziewczyna znów się koło ciebie kręci. Zastanawiamy się wszyscy czy do siebie wracacie? Co z Victorią? Czy jesteście dalej ze sobą?
Wziąłem głęboki wdech w płuca i odpowiedziałem.
-Nie wracam do Sophii. Nic mnie z nią już nie łączy. Nie rozstałem się z Victorią. Jesteśmy razem i nie zamierzamy się rozstać.
-Skoro nie wracasz do Sophii, to jakim cudem wytłumaczysz fakt że wczoraj pod jej domem się całowaliście. Co o tym sądzi Victoria jak się dowiedziała?
-To Sophia mnie pocałowała. Z Victorią sobie wszystko wyjaśniliśmy.
-A czemu cię pocałowała?
Westchnąłem. Miałem nadzieję że nie zada mi tego pytania.
-Bo ma nadzieje że do niej wrócę. Ale to jest wykluczone. Kocham Victorię. Jestem z nią szczęśliwy. A Sophia próbuje to zniszczyć. Nie może zrozumieć że już nas nic nie łączy. To ona mnie zraniła. To ona mnie zdradziła, a teraz próbuje zniszczyć mój związek!-powiedziałem.
Wybuchłem normalnie z tego wszystkiego. Troszkę za dużo tego powiedziałem niż powinienem. Od wczoraj jestem podminowany. Staram się tego wszystkiego nie okazywać, ale teraz już nie wytrzymałem i wybuchłem. Miałem ochotę się rozpłakać niczym małe dziecko, ale wiedziałem że nie mogę. Muszę być twardy. Nie mogę pokazać że jestem rozdarty.
-Rozumiemy cię dokładnie co przeżywasz. Wiedz że twoi fani są z tobą. A raczej z wami.-poprawiła się. - A co do waszej trasy koncertowej. Wypoczęliście dość długo od ostatniej trasy.
-Potrzebowaliśmy dużo odpoczynku.-powiedział Louis.
-Liam a co na to Victoria? Jak zareagowała na wieść że nie zobaczycie się przez 3 miesiące.
-Będziemy tęsknić za sobą. Ale to nic mamy przecież telefony i będziemy w kontakcie. Chcemy teraz jak najwięcej czasu ze sobą spędzić.
-Rozumiem. Na dzisiaj już myślę że wystarczy pytań. W takim razie dziękujemy.
Wstaliśmy czym prędzej z foteli i ruszyliśmy na zewnątrz. Chciałem jak najszybciej stąd wyjść.




Dedykuję ten rozdział Weronice Osa Stylinson. Dziękuję ci za to że dajesz mi siłę na to bym nie przestawała pisać. Sama już nie wierzę że to już 14 rozdział. :) w takim razie nie zanudzam i miłego czytania :)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz