*Rozdział może zawierać treści +18. Czytasz na własną odpowiedzialność.
Rano obudziłam się przed 6. Wstałam z łóżka i skierowałam swoje kroki do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam głowę i uczesałam się. Zrobiłam lekki makijaż. Wyszłam z łazienki i poszłam do kuchni. Za śniadanie miałam kubek kawy i batonika zbożowego. Zastanawiałam się przez chwilę co ja będę po południu robić. Liam ma próbę po południu. Teraz idę do pracy. Może odwiedzę mamę na cmentarzu. Dawno u niej nie byłam. Miałam 6 lat jak mama umarła. Była ze mną na zakupach. Jak wracaliśmy samochodem. Ja siedziałam zapiętą w foteliku. Mama nie miała zapiętych pasów. Pijany kierowca uderzył w nas z dużą prędkością. Pamiętam tylko tyle że po tym uderzeniu krzyki przechodniów. Sama byłam w tedy przerażona. Od tych wspomnień do oczu napłynęły mi łzy. Tato załamał się i oddalił się ode mnie. Oddał mnie pod opiekę mojej cioci. Od tamtej pory go nie widziałam. Nie miałam pojęcia gdzie on jest. Nie dawał o sobie znaku życia. Z zamyśleń wyrwał wyrwał mnie dzwonek telefonu.
-Halo.-powiedziałam.
-Witam pani Victorio. Z tej strony Max.
-Dzień dobry.
-Dzwonię w sprawie, że przez dwa dni może pani mieć wolne. Na razie nie potrzebuję ludzi do pracy.
-Czyli mam dzisiaj nie przychodzić?
-Tak. Dzisiaj i jutro.
-Dobrze.-powiedziałam.
-Pojutrze pani może przyjść już normalnie do pracy.
-Oczywiście.
-To do zobaczenia.-powiedział i rozłączył się.
Teraz to nie miałam co robić. Nie chciało mi się siedzieć pół dnia przed telewizorem. Była godzina 7. Postanowiłam że pojadę do Liam'a i zrobię mu niespodziankę. Poszłam na górę do pokoju i wyjęłam z szafy inny zestaw ubrań. Przebrałam się. Rozpuściłam włosy i je rozczesałam. Zeszłam na dół i założyłam buty. Wyszłam z domu i pojechałam w kierunku domu Liam'a. Dojechałam tam po 10 minutach. Wysiadłam i zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył mi Harry.
-Hej.-powiedziałam.
-Hej. Liam jeszcze śpi.
-Tak jak myślałam.
Wpuścił mnie do środka i skierowałam się na górę. Weszłam po cichu do jego pokoju. Liam leżał rozłożony na łóżku w samych bokserkach. Wyglądał słodko kiedy spał. Podeszłam bliżej i szepnęłam mu do ucha.
-Wstawaj leniuszku.
Nie zareagował. Użyłam innej metody. Położyłam się ostrożnie tak by go nie zbudzić. Przejechałam palcem po jego klatce piersiowej. Drgnął. Uśmiechnęłam się. Pomalowałam go w policzek. Otworzył oczy i uśmiechnął się.
-Mógłbym mieć taką pobudkę codziennie.-powiedział i pociągnął mnie do siebie. Wylądowałam dosłownie na nim.
Liam nie pozwolił mi się wyprostować przyciągnął mnie jeszcze bliżej i wpił się w moje usta. Z początku całował mnie delikatnie. Głaskał mnie po policzku. Poddałam się całkowicie tej rozkoszy. Całował mnie coraz namiętniej. Wplotłam swoje palce w jego włosy i lekko je pociągnęłam. Jęknął. Przesunął ręką wzdłuż moich pleców w dół. Zjechał nią na moje pośladki. Ścisnął je. Przewrócił mnie tak że teraz ja leżałam pod nim. Zjechał pocałunkami na moją szyję. Jęknęłam. Pragnęłam go teraz bardzo. Poczułam na swoich biodrach jego erekcję. Zdjął moją koszulkę i zjechał pocałunkami na mój biust. Zdjął mój biustonosz. Wpił się w moje sutki ustami i ssał je delikatnie. Przez ten cały czas wiłam się pod nim z rozkoszy. Ręką zjechał w dół i rozpiął mi spodnie. Zdjął mi je delikatnie razem z majtkami. Zjechał ustami z moich piersi i całował mój brzuch. Zjechał jeszcze niżej i całował mnie w moją łechtaczkę. Poczułam nawet dotyk jego języka. Jęknęłam. Gdy skończył przewróciłam go na plecy i usiadłam na nim okrakiem. Całowałam go w klatkę i schodziłam powoli w dół. W między czasie zdjęłam mu bokserki. Zjechałam na ręką na dół i wzięłam go do ręki. Bawiłam się nim przez chwilę. Wzięłam go do buzi i robiłam ruchy w góra dół. Czułam że Liam się wije pode mną tak jak ja pod nim. Liam przewrócił mnie na plecy i położył się na mnie. Pocałował mnie delikatnie ale namiętnie. Poczułam że wszedł we mnie. Poruszał się delikatnie i powoli, a potem coraz szybciej. Jęczałam pod nim, od czasu do czasu krzycząc jego imię. Po ciele rozeszło mi się przyjemne ciepło. Liam zakończył swoje ruchy i poczułam jak we mnie wtryskuje się płyn. Liam położył się obok ciężko oddychając.
-Kocham cię najmocniej na świecie.-powiedział przyciągając mnie do siebie.
Położyłam głowę mu na ramieniu.
-Ja ciebie też kocham. I to bardzo.
Pocałował mnie w czoło. Czułam się naprawdę szczęśliwa. Leżeliśmy w ciszy przytuleni do siebie.
-Jakie masz plany na dzisiaj?-spytał mnie.
-Zamierzałam iść na cmentarz do mamy.
-Och. Przykro mi skarbie. Nie wiedziałem.
-Nie jest mi łatwo się do tego przyznać.
-Rozumiem. Jak zginęła?
Wzięłam głęboki wdech. Opowiedziałam mu o wszystkim. Liam przytulił mnie mocniej do siebie pocieszając mnie. Leżeliśmy w ciszy przez jakiś czas.
-Pora wstawać.- powiedziałam w końcu.
-A tak miło się leży.
-Wiem. Ale będzie jeszcze czas na leniuchowanie.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-powiedział.-przemyślałaś już to sobie?
-Nie wiem sama. Z jednej strony będzie miło z tobą mieszkać i tymi wariatami. Z drugiej mam lekkie obawy.
-Jakie obawy masz kochanie?
-Czuję lęk. Ale sama nie wiem przed czym.
-Nie masz się czego bać. Będę zawsze przy tobie.
-Wierzę.
-To zgódź się. Kocham cię. Chcę się budzić koło ciebie.
-To miło.-Powiedziałam.
Zastanowiłam się chwilę nad tym.
-No dobrze.-powiedziałam w końcu.-Przeprowadzę się do ciebie.
-Dziękuję kochanie.
Pocałował mnie namiętnie.
-Wstawajmy.-powiedziałam.
-No dobrze.
Wstałam i założyłam na siebie ciuchy. Poszłam szybko do łazienki i poprawiłam na szybkiego włosy. Zeszłam na dół. Liam w tym czasie zdążył się też ubrać. Siedział w raz z resztą towarzystwa w kuchni. Usiadłam mu na kolanach.
-To jutro się będę pakować.-powiedziałam.
-Wyjeżdżasz gdzieś?-spytał się Harry.
-Nie. Przeprowadzam się do was.
-O to miło. Przyda tu się ręka kobiety.
-Pomogę ci się pakować.-powiedział Liam.
-To przyjedź jutro tak około 10.
-W porządku.
-Ja będę na razie uciekać. O ile się nie mylę macie za niedługo próbę. A ja mam plany na popołudnie.
-A co masz w planach-spytał się Louis.
-Odwiedzę mamę na cmentarzu.
-Przepraszam.-powiedział.-Nie wiedziałem.
-Nic się nie stało. Zresztą skąd miałeś wiedzieć. Nie chwalę się zbytnio tym.
Wstałam z kolan Liam'a.
-To ja lecę.-powiedziałam i pocałowałam go.
-Pa.-powiedział uśmiechając się do mnie.
Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu. Pojechałam od razu na cmentarz. Przed wejściem na cmentarz kupiłam lampkę. Wzięłam też wiązankę świeżych kwiatów. Wchodząc na cmentarz skręciłam w alejkę gdzie był grób mojej mamy. Z daleka zauważyłam jakiegoś faceta w średnim wieku. Stał przy grobie mojej matki. Podeszłam bliżej.
-Przepraszam nie będę przeszkadzać?-spytałam się.
-Nie. -powiedział nie patrząc w moją stronę.
Patrzył się cały czas w grób. Nie znałam tego faceta. Ale z kogoś mi przypominał. Tylko nie mogę sobie przypomnieć kogo.
Zapaliłam lampkę i położyłam ją na grobie.
Usłyszałam szept mężczyzny.
-Dlaczego tak wyszło kochanie.
Nagle mnie olśniło kto stał przede mną.
Nie. To nie może być prawda. To nie może być on.
-Tato?-powiedziałam niepewnie.
Spojrzał na mnie wreszcie. Przyglądał mi się chwilę i znieruchomiał. Był w szoku.
-Victoria?
-A kogo się spodziewałeś?-powiedziałam.
-Jesteś taka podobna do matki.-powiedział.
-To nie nowość. Dlaczego?
Teraz gdy mam go przed sobą mogę mu wykrzyczeć to co o nim przez cały czas myślałam.
-Co dlaczego.
-Dlaczego mnie zostawiłeś? Dlaczego mnie oddałeś do ciotki w tedy kiedy ciebie najbardziej potrzebowałam.
-Nie wiedziałem co robię. Byłem załamany. Przepraszam.-powiedział.
-Tyle lat cię nie widziałam. Nie dawałeś znaku życia. Każdego roku czekałam na ciebie jak wrócisz. Ale noc takiego się nie wydarzyło.
-Wiem i przepraszam. Chciałbym to teraz jakoś naprawić.
-Ciekawe jak?
-Wiem że jesteś na mnie wściekła. Ale daj mi szanse.
-Nie.
-Proszę. -powiedział.
-Myślisz że po 13 latach jak się pojawisz to będzie wszystko okej? Nie, nie będzie okej.
Odeszłam czym prędzej nie mogąc więcej tego słuchać. Pobiegłam do samochodu. Wsiadłam do auta i ruszyłam czym prędzej nim emocje mi by nie pozwoliły prowadzić. Nim bym się rozkleiła. Pod domem już na to sobie mogłam pozwolić. Wysiadłam z łzami w oczach. Otworzyłam drzwi od domu. Weszłam i rozejrzałam się po domu. Jutro będę musiała się pożegnać z domem. Będę musiała sprzedać ten dom. Bo po co mam płacić za niego czynsz skoro w nim nie mieszkam. Usiadłam na kanapie i patrzyłam się tępo w pusty ekran telewizora. Wyjęłam telefon z kieszeni i napisałam sms-a do Sary.
-"Przyjdziesz do mnie?"
-"Oki będę za 20 minut."
Schowałam telefon i schowałam twarz w dłoniach. Kilka łez poleciało mi po policzku. Wszystko zepsuł. Zostawił mnie i odszedł. I on chce żeby było teraz tak jak zawsze. Nie ma o tym mowy.
I oto mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję że wam się spodoba :) miłego czytania.
P.S. Wiem troszkę jest zboczony. No nie troszkę ale bardzo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz