Rano obudziłam się o 6. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Umalowałam się delikatnie. Wyszłam z łazienki i poszłam na dół szybko zjeść śniadanie. Zrobiłam sobie kanapki. Zjadłam je popijając kawą. Brudne naczynia umyłam starannie. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 6.50. Sięgnęłam po telefon i wysłałam sms-a do Sary.
-"Śpisz?"
Czekałam tylko chwilę na odpowiedź.
-"Nie śpię już dawno. A co? Wybaczyłaś mi już?"
-"Dobrze wybaczam ci, bardzo mi ciebie brakuje. "
-"Mi ciebie tak samo."
-"Przyjdziesz dzisiaj po mnie do pracy?"
-"Jasne. Podaj adres."
Wysłałam jej adres i się pożegnałam. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Nie chciałam się spóźnić pierwszego dnia pracy. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam. Na miejsce dojechałam dwadzieścia minut przed czasem. Zaparkowałam na miejscu dla pracowników i wysiadłam. Weszłam do środka i weszłam za kontuar.
-Przepraszam ale to jest przejście dla pracowników.-powiedziała dziewczyna o blond włosach.
-Wiem, ja właśnie przyszłam do pracy.-powiedziałam spokojnie.
-Nie przypominam sobie by ktoś nowy miał być.
-No widzisz. Tak to już bywa jak ktoś jest niedoinformowany.-powiedziałam.
Blondynka spojrzała się na mnie wzrokiem zabójcy. Czułam że nie będzie się dobrze pracowało u boku z taką dziewczyną jak ona. Postanowiłam pójść na kompromis.
-Słuchaj mnie. Jestem tu dzisiaj pierwszy dzień, nie chcę mieć żadnych wrogów.-powiedziałam na spokojnie.
-A co mnie to.
-Trudno.
Chciałam dobrze. Przeszłam dalej do biura.
-Dzień dobry.-powiedziałam.
-Widzę że jest pani punktualnie. Dobry początek.-powiedział uśmiechając się.-Zaprowadzę panią do szatni i dam pani ubranie robocze.
-Dobrze.
Skierowaliśmy się korytarzykiem w prawo.
-Tu jest szatnia.-powiedział wchodząc do środka.-A tu ma pani swoje ubranie.
Podszedł do jednej z szafek i ją otworzył. Wyjął z niej moje ciuchy.
-Dobrze. I dziękuję. -powiedziałam.
-Jak się pani przebierze niech jeszcze pani do mnie zajrzy.
-Dobrze.
Wyszedł z szatni, a ja zaczęłam się przebierać. Przebrałam się w to:
Gdy się już przebrałam wyszłam z szatni i poszłam do biura.
-No wiec tak. Jak dzisiaj się pani dobrze spisze to jeszcze dzisiaj podpisze pani ze mną umowę.
-Dobrze proszę pana.
Wytłumaczył mi jeszcze na czym będą polegać moje obowiązki i jakie stoliki będę obsługiwać. Kiwnęłam głową na znak że zrozumiałam. Poszłam więc na salę. Zaczęłam od sprzątania stolika, który należał do mojego obowiązku. Zebrałam brudne naczynia i wytarłam ściereczką brudny stolik. Przez resztę pracy obsługiwałam naprawdę dużo osób. Ruch zwiększył się po południu więc miałam kupę roboty. Gdy nadszedł czas końca mojej zmiany poszłam do szatni się przebrać. Wychodząc z szatni zajrzałam do biura.
-Bardzo pięknie pani Miller. Jestem z pani zadowolony.
-Dziękuję.-powiedziałam rumieniąc się.
-Tu już przygotowałem umowę dla pani. Niech pani najpierw ją przeczyta a potem podpisze.
-Dobrze.
Usiadłam na krześle i zaczęłam czytać starannie by niczego nie przeoczyć. Po zakończeniu czytania podpisałam wyraźnie w miejscu gdzie był podpis. Oddałam umowę i sam podpisał. Oddał mi kopię.
-Tu ma pani grafik już na cały miesiąc.
-Dziękuję jeszcze raz.
-No to do zobaczenia jutro.-powiedział i uścisnął mi rękę.
-Do widzenia.
Wyszłam z biura i wyszłam na salę. W jednym z boksów zauważyłam moją przyjaciółkę. Podeszłam szybko do niej i przywitałam się z nią.
-Hej.-powiedziałam.
-Hej.-powiedziała.-Jeszcze raz cię za wszystko przepraszam.
-Tylko mi więcej tego nie rób.
-Dobrze. Nic nie będę robić.
-Napijemy się po kawie ok?
-Spoko.
Zamówiliśmy po kawie i po ciastku.
-Co tam u ciebie? Utrzymujesz z Mike'em kontakt?-spytała się.
-Nie. I nie mam zamiaru.
-To dobrze bo to dupek.
-Najgorszy ze wszystkich.
-Masz już może kogoś na oku?
-Nie wiem sama.
-To znaczy że jest ktoś.-powiedziała.-Opowiadaj.
-Ale co tu opowiadać?
-Jak się poznaliście?
-Eh.-powiedziałam.
Wiedziałam że tak będzie. Że nie da mi spokoju. Będzie wiercić mi dziurę w brzuchu dopóki jej nie powiem. Dlatego zaczęłam już sama mówić. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Gdy dowiedziała się że Mike go pobił, wyklęła go. Za to ją zawsze lubiłam, za to że jest wyrozumiała i potrafiła wysłuchać człowieka.
-Wiesz jak on mógł. Obiecuje ci że on się więcej nie zbliży do ciebie.
-No mam nadzieję że nie zbliży się bo sama mam ochotę mu wkopać do dupy.
-A jak się nazywa ten twój nowy chłopak?
-Liam Payne. Ale to nie jest mój chłopak tylko przyjaciel.
-Ale przyjaciele się nie całują.
-To on mnie pocałował.
-To znaczy że mu się podobasz.-powiedziała uśmiechając się.- I co zamierzasz z tym zrobić?
-Nie wiem, niby leci na mnie a jak mnie porzuci? Jak mu się znudzę?
-A może mu się nie znudzisz? Może wam się ułoży? Spróbuj, nic ci nie zaszkodzi.
-Sama nie wiem.
-Podoba ci się?
-Tak.
-A co ci serce podpowiada?
-Żebym mu dała szansę, ale rozum co innego mi mówi.
-Nie słuchaj się rozsądku. Rób to co ci mówi serce.
Zastanowiłam się nad jej słowami. Może i miała rację. Zawsze potrafiła dobrze doradzić. Tak samo było z Mike'iem. Doradziła mi żebym się z nim umówiła i co z tego wyszło? Może teraz będzie inaczej. Może mi się tym razem uda.
-Mówią Liam Payne, nie masz chyba na myśli tego piosenkarza?
-No jego mam na myśli.
-Szczęściara.-stwierdziła.
Spojrzałam się na zegarek. Dochodziła 17.
-Wiesz co ja muszę już uciekać. Muszę jechać na zakupy. A na 20 jest impreza.
-Jaka impreza?-spytała się.
-Liam mnie zaprosił do siebie na impreze.
-No nie tak beze mnie będziesz się bawić?
-No nie poradzę już na to nic.
-To udanej zabawy.-powiedziała.-I daj jemu szansę.
-Zobaczymy. -powiedziałam uśmiechając się.
Wyszłyśmy z kawiarni. Sara pożegnała się ze mną standardowym pożegnaniem, czyli buziakiem w policzek. Poszłam czym prędzej do samochodu. Podjechałam do pobliskiego marketu. Weszłam do środka z wózkiem i wędrowałam miedzy półkami zastanawiając się co mam dokładnie kupić. Postanowiłam że przygotuję na szybkiego jakieś ciasto. Kupiłam najpotrzebniejsze składniki. Dokupiłam jeszcze produkty na jutro na obiad. Idąc do kasy napotkałam po drodze Louisa.
-O cześć.-powiedziałam
-O witam panią.-powiedział śmiejąc się.-Cóż za spotkanie.
-A no widzisz. Zakupy robię.
-To widać. Nakupowałaś tego tyle jakby sklepy wszystkie przez miesiąc były zamknięte.-zaśmiał się.
-Oj tam oj tam. Ciasto dzisiaj zrobię i przyniosę.
-To zrób duże bo jak Niall'owi po smakuje to zje wszystko.
-Nie ma problemu.-powiedziałam uśmiechając się.
-To do zobaczenia później.
-No do później.
Zapłaciłam za swoje zakupy i ruszyłam do samochodu. Zapakowałam je do bagażnika i ruszyłam do domu. Wchodząc do środka zaniosłam wszystkie zakupy do kuchni. Rozpakowałam je. Wzięłam się za przygotowanie ciasta. Wyjęłam potrzebne do niego składniki. Wrzuciłam je wszystkie do miski i zmiksowałam je. Wlałam otrzymaną masę do formy i wsadziłam do piekarnika. Nastawiłam czas i w tym czasie postanowiłam pójść się przyszykować. Postanowiłam że założę jedną z moich ulubionych sukienek. Niebieską do kolan z odkrytymi do połowy plecami. Poszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic. Włożyłam sukienkę i pomalowałam się delikatnie. Związałam włosy w warkocza plecionego. Zeszłam na dół i usłyszałam piekarnik. Podeszłam do niego i wyjęłam ciasto. Zakryłam je folią aluminiową i wsadziłam do reklamówki. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 18.30. Kogo tu niesie. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. W drzwiach stał Liam. Trochę się zdziwiłam, bo impreza jest dopiero o 20.
-Cześć.-powiedziałam.- Wejdź. A co tak wcześnie?
-Przyjechałem tak wcześniej bo w domu już wszystko zrobione to pomyślałem że przyjdę ci pomóc.
-Dzięki za miłe chęci.-powiedziałam uśmiechając się.-ale ja już praktycznie wszystko zrobiłam.
-Oh.
-Zastanawiałam się jeszcze czy nie zrobić sałatki.
-Nawet dobry pomysł.
-To może nie przyjechałeś na darmo.-zaśmiałam się dając mu sójkę w bok.
-To do roboty.
Przeszliśmy do kuchni. Z lodówki wyjęłam pomidory, ogórki, cebulę, sałatę, majonez i inne potrzebne produkty.
-To pokrój pomidora w kostkę dobrze?-spytałam się.
-Tak jest pani profesor.-zaśmiał się.
Pokroiliśmy wszystkie składniki i wrzuciliśmy je do miski. Doprawiłam je solą i pieprzem. Wymieszałam to wszystko z majonezem i sałatka była gotowa. Owinęłam ją folią aluminiową i włożyłam do drugiej reklamówki. Odwróciłam się w stronę Liam'a. Liam przybliżył się do mnie bliżej.
-Wiem że nie jesteś pewnie gotowa jeszcze na nowy związek...
-Liam.-przerwałam mu.-Ja sobie to już przemyślałam.
-I co?
-Dobrze, dam tą szansę, możemy spróbować...
Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć. Wpił się w moje usta całując je delikatnie. Odwzajemniłam tan pocałunek. Oderwałam się od niego i wtuliłam się w jego tors.
-Dziękuję że mi zaufałaś. Ja cię naprawdę nie skrzywdzę.
-Wiem. Jesteś całkiem inny niż Mike.
-A jak tam sprawa z twoją przyjaciółką?
-Wybaczyłam jej.
-Aha.
-Przemyślała to sobie i zrozumiała że źle zrobiła.
-Rozumiem.
-To jak jedziemy?
-Pewnie.
Komentarz=motywacja
Przepraszam że tak długo nie było rozdziału ale miałam dużo obowiązków. Mam nadzieję że wam się spodoba.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz